Mistrzostwo Polski mamy we k... Decyzja mogła być tylko jedn... Nasza załoga Mistrzem Polski...

AKTUALNOŚCI

2021-10-06 12:35

Brąz Klubowych Mistrzostw Polski!

Fot. Polska Ekstraklasa Żeglarska, OneWorld Media

Tak to już w sporcie jest, że ktoś kto walczy o brąz i walczy skutecznie bardziej się cieszy z medalu, niż ktoś kto przegrywa złoto i na otarcie łez ma srebro.

To my - Sailing Legia - medaliści klubowych mistrzostw Polski 2021!
 
 
Tak to już w sporcie jest, że ktoś kto walczy o brąz i walczy skutecznie bardziej się cieszy z medalu, niż ktoś kto przegrywa złoto i na otarcie łez ma srebro. Dlatego nie powinny dziwić nasze wrzaski radości i łzy szczęścia naszych kibiców najbardziej oddanych na świecie. Niektórzy płakali jak bobry, ale rozumiemy, znamy to z beatlemanii, małyszomanii i sailinglegiamanii. Ultrasów mamy najlepszych, choć akurat oni nie płakali! Gratulacje dla drugiej załogi, która tak głośno się cieszyła, ale i tak nie było ich słychać przy naszych wrzaskach - Yacht Klub Polski Gdynia - za obronę tytułu i naprawdę najwyższy poziom żeglarstwa.
 
 
Trzy dni naprawdę fajoskiej żeglugi na Oceanie Zegrzyńskim (o tym jeszcze kilka zdań będzie poniżej) podczas finałów ekstraklasy żeglarskiej. W piątek trening, w sobotę i niedzielę ściganie. A teraz (werble...) w imieniu prezesa i sternika w jednym Jakuba Pawluka pozwalamy sobie przedstawić Jego osobistą relację z regat:
- Do regat przystępowaliśmy z cichą nadzieją na podium mistrzostw Polski, ale przystępowaliśmy ze stratą do trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej. Ta strata wynosiła aż sześć punktów, natomiast już pierwszego dnia zniwelowanie różnicy okazało się możliwe. My popłynęliśmy naprawdę przyzwoite wyścigi, które plasowały nas w okolicach trzeciego miejsca. Nasi bezpośredni rywale do podium - OKŻ - akurat tego dnia dołował, dodatkowo złapali falstart i obstawiali tyły klasyfikacji. Mieliśmy zatem bezpieczny margines nad nimi, jak się okazało w niedzielę - pozorny. Cięliśmy się z dwoma-trzema załogami o zwycięstwo w finale KMP. Musimy wspomnieć jednak o tym, co się wydarzyło pod koniec soboty. Jeden z wyścigów został puszczony mocno na siłę w warunkach "wzmacniającej się" flauty, kiedy trasa została skrócona na raptem sto metrów halsówki, my ruszaliśmy spod pinu. Przy starcie YK Gdańsk zawisł na cumie kotwicznej komisji i żeby się uwolnić odwiązali statek komisji regatowej, który zaczął dryfować, obróciło ją o 180 stopni, czyli rufa komisji znalazła się pod wiatr. Nabieżnik komisji z lewej burty znalazł się po prawej stronie. W momencie kiedy podpływaliśmy do pinu byliśmy pewni, że kontrolujemy czas i nie jesteśmy na falstarcie. Flota przysłoniła nam komisję i nie widzieliśmy jej. Kierowaliśmy się na wcześniej obrane nabieżniki w postaci masztu na brzegu. Po starcie dobrze nam szło, na lewym lay-line'ie sędzia odgwizdał nas i dwie inne załogi. Wyścig został dokończony w bardzo niekorzystnej zmianie, że wszyscy praktycznie płynęli halsówkę na jeden hals. Organizator i sędziowie mieli niezłą zagwozdkę, bo przepisy nie przewidują zadośćuczynienia i resailu, a mimo że złożyliśmy protest, został on odrzucony. Natomiast w niedzielę rano, na odprawie sterników sędzia główny podjął decyzję, po konsultacji z arbitrami i organizatorem, o powtórzeniu tego wyścigu, aby zachować jak najwyższe standardy sportowe. Bardzo się cieszymy z tej decyzji, była ona po prostu uczciwa i stanowiła najlepsze wyjście z sytuacji. Tego dnia wyszliśmy pierwsi na wodę i co się okazało, że 10 punktów za falstart zamieniliśmy na jedynkę za zwycięstwo w tym biegu. Dobrze to nas nastroiło na cały dzień. Wiedzieliśmy, że musimy atakować, bo rywale będą chcieli zmniejszyć dystans do nas. Muszę tu wyrazić zadowolenie z poziomu naszej żeglugi, czasem oczywiście wychodziło nam dobrze - pierwsze, drugie, trzecie miejsca... Szczególnie pierwszego dnia - w zasadzie nie wypadliśmy z trójki ani razu, ale mieliśmy też gorsze chwile. Żeglarstwo to gra błędów. Wygrywa ten, kto popełnia ich mniej. A nawet jeśli zaplątaliśmy się gdzieś na starcie, byliśmy w stanie wygrzebać się z prawdziwych zaświatów.
 
 
 
Mieliśmy gaz, podejmowaliśmy dobre i szybkie decyzje. Ogólnie wykazaliśmy się dobrym zgraniem na manewrach, choć zdarzało nam się pomylić przy stawianiu, czy zrzucaniu spinakera. Ja też miałem dwa gorsze starty - jeden falstart, w drugim otrzymaliśmy karę, ale i tak z ósmego miejsca wybroniliśmy się całkiem nieźle i ukończyliśmy go na piątej lokacie. W niedzielę OKŻ odrobił straty, my spadliśmy na czwarte, oni wracali w generalce na trzecie. Ten ostatni wyścig płynęliśmy z YKP Gdynia, YK Gdańsk i OKŻ-etem. Wyprzedzenie Rafała Sawickiego i gdańszczan pozwoliłoby nam wskoczyć na drugie, a może nawet pierwsze miejsce zegrzyńskiej rundzie, albo OKŻ musiałby zostać wyprzedzonym przez Iskrę. Różnice punktowe były minimalne, w grę wchodziła matematyka zaawansowana gotowa zagotować najtęższe mózgi i serwery świata. Dużo zależności, rachowania i musieliśmy wziąć pod uwagę wiele aspektów na starcie tego wyścigu. W obawie przed falstartem wystartowaliśmy za bardzo asekuracyjnie, choć wciąż w miarę poprawnie. Ale to było najlepsze rozwiązanie. Bezpieczne. Wiedzieliśmy, że potrafimy płynąć bardzo szybko na halsie i byliśmy w stanie nawiązać walkę. Kiedy zbliżaliśmy do nawietrznego znaku, na lay-line'ie sędzia pokazał czarną flagę OKŻ-etowi, zaraz to samo zobaczył YK Gdańsk. Byliśmy zaskoczeni, bo startowaliśmy z pinu i nie widzieliśmy sytuacji spod komisji. Okazało się, że te dwie załogi tak zaciekle walczyły, że popełniły falstart i nie wróciły by ponownie wystartować. W tym momencie mogliśmy być w zasadzie pewni podium MP, ale cały czas walczyliśmy o jak najlepsze miejsce w regatach. Muszę przyznać, że z Sawikiem daliśmy naprawdę dobry wyścig, popis match-racingu na halsówce, wywożenie na pełnym. Ostatni pełny super bliskie krycie, po rufie ostrzenie niemal do bajdewindu, świetne zagrywki meczowe. Zostaliśmy wyostrzeni niemal do linii wiatru. Nasi rywale odpadli, odzyskali prędkość i pędzili w stronę mety. My też się odłożyliśmy, ale tym manewrem Gdynia obroniła się przed nami i to pozwoliło im skończyć punkt przed nami. To dało mu punkt przewagi w rundzie i obronę tytułu mistrzów Polski.
 
 
My wylądowaliśmy na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej czempionatu i na drugim miejscu w regatach. Poukładało się wszystko idealnie, bo walka trwała do ostatnich chwil. Wielkie podziękowania dla mojej załogi - Cienia (Przemek Płóciennik), Mocnego (Michał Szmul) i Banana (Marcin Banaszek). Co to są za goście. Zrobili kawał dobrej roboty. Wychodziliśmy z ogromnym opresji, żeglowaliśmy naprawdę dobrze w całym cyklu. Cegiełkę do medalu dołożył także Tobiasz Zajączkowski, który tym razem został zwerbowany jako lokales do gliwickiej ekipy. W Sopocie startował Pan Japa i to też duży wkład w ostateczny sukces. Trzecie miejsce przed sezonem brałbym w ciemno. 18 mocnych załóg, poziom naprawdę bardzo się wyrównał i z roku na rok się podwyższa. Dwa lata temu udało nam się zdobyć srebrny medal, ale w jeszcze mniejszej stawce. Muszę przyznać, że trudniej było wywalczyć ten brąz niż tamto srebro. Niewiele zabrakło a byśmy wygrali regaty na własnym akwenie, ale punkt za zwycięzcami - to też daje dodatkową satysfakcję. Gratulacje dla wszystkich załóg i organizatora za świetny sezon. Zapraszamy do bazy #SailingLegia po drugiej stronie Oceanu Zegrzyńskiego, tam można zażyć prawdziwej żeglarskiej rzeczywistości. Organizatora zachęcamy też do konsultacji co do lokalizacji akwenu regatowego, mamy trochę rozeznania, to nasze rewiry. W niektórych ustawieniach wiatr bywa pewniejszy, ale nie wszyscy to wiedzą. Pozdrawiamy serdecznie i do zobaczenia w następnym sezonie".
 
 

MULTIMEDIA
LOKALIZACJE LEGIA SAILING SCHOOLS
Legia Sailing Schools

Złote medale Mistrzostw Polski: 18

Medale Mistrzostw Świata: 2

Medale olimpijskie: 1

zobacz całą mapę
Legia Sailing Schools na Instagramie